Marketing budujacy zaufanie do oferty firmy. Marketing, który przekłada się w bezpośredni sposób na wyniki sprzedaży osiągane przez firmę. Czy to jeszcze jest możliwe?
Być może potrzebny jest powrót do przeszłości w branży, która nie do końca radzi sobie z nową cyfrową rzeczywistością, gdzie “kreatywność” dla samej kreatywności nie popłaca. Być może potrzebny jest powrót do korzenii czyli do najlepszych, najprostszych, ale i najaskuteczniejszych praktyk marketingu i reklamy.

Inspiracją do napisania tego tekstu jest wideo, które obejrzałem wczoraj. W tym krótkim materiale prezentowanym podczas konferencji TEDx Marcus Sheridan opisuje przykład zaskakującej taktyki firmy Carmax (sprzedającej używane samochody). Firma ta zdecydowała się “postawić na głowie” model, który działa w branży używanych samochodów od lat. Model polegający na tym, by przyciągnąć klienta do oferty, a następnie “wcisnąć” mu samochód za dużo wyższą cenę. Model w którym firmy sprzedające używane samochody “umywają ręce” natychmiast po podpisaniu umowy.
Jak opisuje Marcus Sharidan firma Carmax zdecydowała się podejść do klienta w inny sposób. Firma publikuje cenę samochodu na stornie internetowej wraz z wszelkimi informacjami, które mogą być przydatne dla potencjalnego klienta. Carmax daje rónież 5-dniową gwarancję na samochód przez nich sprzedawany. Dzięki temu, że firma podaje wszystkie informacje o samochodzie oraz daje gwarancje na samochód (a nie tylko pisze, że wszystko zostało sprawdzone) Carmax bardzo szybko nawiązuje nić zaufania z potencjalnymi klientami, co przekłada się na rosnącą sprzedaż.
Pomyślmy: co by było gdyby wszystkie firmy działały w podobny sposób. Co by by było gdyby firmy podchodziły do klienta w uczciwy sposób przedstawiając mu prostą, nie skomplikowaną ofertę. Ofertę, która wzbudza natychmiastowe zaufanie, która odpowiada dokładnie na potrzeby klienta?
Co by było, gdyby dajmy na to banki prezentowały prostą, uczciwą ofertę, którą klient może łatwo zrozumieć i porównać z ofertami innych banków. I nie mam tu na myśli oferty “z miniratką”, która ma jedynie na celu zamieszać klientowi w głowie wykorzystując proste techniki psychologicznej manipulacji.
Co by było, gdyby firmy telefoniczne przedstawiałay proste taryfikatory, gdzie klient mógłby szybko zrozummieć, że dana oferta jest dla niego odpowiednia? Od kilku dni dajmy na to wydzwaniają do mnie agenci firmy Orange z “mocno zdyskontowaną” ofertą, która jest w rzeczywistości standardową ofertą. Agresywna sprzedaż i próba naciągnięcia nie zorientowanego klienta. Ta branża i ta firma jest z tego doskonale znana (desperaci).
Co by było? Trudno powiedzieć. Z całą pewnością nie doczekamy takich czasów, przynajmniej nie w najbliższej przyszłości.
Jest jednak szansa dla firm, które zechcą podejść do sprawy na poważnie i dostosować się do zmieniającej się rzeczywistości.
A rzeczywistość wygląda tak, że dla większości z nas reklama w telewizji jest nie tylko natrętna, ale i irytująca. Po prostu ignorujemy ją, lub przestajemy oglądać telewizję (jeśli starczy siły woli). Ja ostatnio łapię się na tym, że wyłączam radio w czasie reklam. Właściwie ze względu na reklamy i głupawe konkursy przestałem słuchać radia w ciągu dnia.
Rzeczywistość wygląda tak, że nawet nowe media, czy też media społecznościowe jak je tam nazywają nie są odpowiedzią na coraz większe problemy firm z dotarciem do potencjalnych klientów. Niedawno w branży szerokim echem odbiły się wyniki badań z których wynika, że nastolatki coraz częściej porzucają FB, na rzecz aplikacji mobilnych, gdzie mogą się swobodnie komunikować i gdzie nie są “nadzworowani” przez rodziców, czy też babcię, która też już loguje się na Facebooku (not cool).
Rzeczywistość wygląda tak, że nigdy nie było trudniej dotrzeć do potencjalnych klientów z komunikatem reklamowych. I to pomimo, że liczba dostępnych kanałów komunikacji znacznie się w ostatnim czasie zwiększyła.
Jest więc szansa dla firm, które są gotowe “wrócić do przeszłości”, czyli wrócić do najlepszych praktyk marketingu i reklamy, które sprawdziły się niezależnie od panującej mody.
Jest szansa dla firm, które chcą dziś aktywnie komunikować się z klientem. Dla firm, które są gotowe odpowiedzieć na jego pytania, by zbudować zaufanie i w dłuższym okresie zdobyć jego lojalność (nie mylić z lajkami na FB). Jest szansa dla firm, które wiedzą, że obsługa posprzedażowa jest ważnym elementem marketingu (jeśli nie najważniejszym). Jest szansa dla firm, które chcą podjąć wyzwanie tym więsza, że większość konkurencji nawet nie jest w stanie zauważyć różnicy. W większości firm dział marketingu skupia się na “kreatywnej” pracy, na budowaniu świadomości marki, lub też biernie podąża za aktualnie panującą w branży modą (na media społecznościowe — FB, obecnie).
Dlatego właśnie pole do popisu jest tak wielkie. Firmom, które zdecydują się na “powrót do korzeni” reklamy i marketingu nie grozi konkurencja, bo konkurencja jest zajęta “wyrzucaniem” pieniędzy w błoto wykupując kolejny 30 sec. spot reklamowy w telewizji (o kosztach produkcji takich gniotów nawet nie wspominajmy).
Tags: branding·lojalnść·Marketing·reklama·zaufanie
Marzec 6th, 2013 · Marketing
Obsługa klienta jest również częścią marketingu. Przynajmniej powinna być w firmie, która chce odnieść sukces rynkowy.
Konkurencja jest dziś bardzo duża na większości rynków. Klienci mają dziś bardzo łatwy dostęp do informacji o dostępnych ofertach wielu firm, które potencjalnie moga zaspokoić ich potrzebę.
Odpowiedzią większości firm na wyzwania dzisiejszego rynku jest konkurencja cenowa. Istnieje powszechne przekonanie wśród przedsiębiorców, że oniżając cenę można przyciągnąć klientów i z sukcesem rozbudować firmę. Może i można, ale tak zdobytego klienta nie uda się firmie zbyt długo utrzymać.
Niektóre firmy próbują jeszcze głupszej taktyki. Za wszelką cenę próbują skusić potencjalnych klientów do zapoznania się z ich ofertą organizując głupawe i często wprowadzające w błąd kampanie reklamowe.
Tymczasem w dzisiejszych czasach by się wyróżnić na tle konkurencyjnych ofert nie wystarczy już konkurowanie ceną (o głupawych reklamach zapomnijmy wogóle). Dziś bardzo ważny jest poziom i jakość obsługi klienta. To bardzo ważny element działań marketingowych firmy! Niestety najczęściej niedoceniany i kompletnie zaniedbywany.
Bo niby kto miałby zająć się obsługą klienta, zwłaszcza tą po-sprzedażową?
Dział marketingu?
To przecież ci “kreatywni” produkujący “sprytne” (głupawe) reklamy, nie odpowiadający za wyniki swoich działań.
Dziął sprzedaży?
Też nie. Tak zwani “doradcy klienta” skoncentrowani są na pogoni za nowymi klientami, bo od nich mają płaconą prowizję i premię. I trudno ich za to winić. Zwłaszcza w polskiej rzeczywistości, gdzie często nie są nawet zbyt ściśle związani z firmą, bo pracują na umowie zlecenie, lub na własnej działalności.
Winić za taki stan rzeczy należy zarzad firmy. Winna jest krótkowzroczność działań lub może nawet kompletny brak zrozumienia zagadnień marketingowych. Zwłaszcza jeśli w zarządzie siedzą ludzi, którzy potrafią jedynie “przerzucać” liczby w arkuszu kalkulacyjnych; lub sprzedawcy, którzy jak już ustaliliśmy “uganiają się” jedynie za nowymi klientami.
Tymczasem ogólnie znana prawda biznesowa jest taka, że dużo łatwiej i dużo “taniej” można sprzedać coś obecnym klientom, niż tym, którzy nas jeszcze nie znają (znaczy się nic od nas nie kupili). Jak również inna prawda, że zadowolony klient chetnie poleci nasze usługi znajomym.
Trudno jednak o zadowolnie z dokonanych zakupów, gdy klinent poczuje się ignorowany.

Paradoksalnie cena wcale nie jest najważniejszym czynnikiem, który decyduje o tym, że klienci rezygnują z usług jakiejś firmy. Czynnikiem decydującym o poziomie satysfakcji klientów jest “kontakt” i dialog z firmą, a właściwie z żywym jej reprezentantem.
Tymczasem miałem pisać o porównaniu InPost i Poczty Polskiej więc do rzeczy.
Jedna z tych firm zaserwowała mi obsługę w najlepszym PRL-owskim stylu. Nie, nie chodzi tu o Pocztę Polską. Chodzi o nowego, choć może już nie tak nowego gracza na rynku pocztowym i kurierskim, czyli o firmę InPost.
Firma InPost miała dostarczyć mi dokumenty do podpisu przy otwieraniu nowego konta bankowego. Zabrało jej to tylko nieco ponad 4 tygodnie!!! Za pierwszym razem ponoć zrobili dwa podejści (głowy nie dam sobie uciąć, ale na 95 proc. nie było kuriera pod moimi drzwiami; nie wspominając o braku jakiegokolwiek telefonu z ich biura, czy też od kuriera) i przesyłkę zwócili do banku. Ach, właściwie to zadzwonili do mnie by umówić się na dzień i godzinę dostawy (prawdopodobnie wtedy, gdy wysyłali już przesyłkę z powrotem do banku). Oczywiście kurier nie przyjechał. Zadzwoniła natomiast Pani z banku z zapytaniem dlaczego nie przyjąłem przesyłki. Więc wyjaśniłem uprzejmie, że firma kurierska dała “tyłka”. Pani z banku obiecała, że wyśle przesyłkę ponownie (ponownie InPostem). Kurier w końcu do mnie dotarł (ba zadzwonił przed przybyciem) po małych perypetiach rodem z komedii Bareji.
I tu by się pewnie sprawa skończyła, ale postanowiłem się “poskarżyć” firmie InPost. Właściwie to chodziło mi o wskazanie na pewne “niedociągnięcia” w sposobie prowadzenia przez nich biznesu (taka bezpłatna konsultacja; sprytne firmy słuchają co mają do powiedzenia ich klienci).
Byłby koniec, ale otrzymałem odpowiedź od firmy InPost (po dalszych 4 tygodniach). Odpowiedź w stylu, właśnie PRL-owskim. Otrzymałem list polecony, list oficjalny, list poważny, list podpisany przez Panią specjalistkę ds. reklamacji. Marnacja papieru!
Powiem tak. Nie spodziewałem się niczego po firmie InPost od momentu zgłoszenia mojej “reklamacji” (sugestii) w formularzu online. Ale firmie InPost udało się mnie zaskoczyć swoją głupotą, brakiem kompetencji i brakiem wyobraźni.
Pomijam fakt, że czekałem na przysyłkę z banku ponad cztery tygodnie (aż tak bardzo tego nowego konta nie potrzebuję), że kurier marnował mój czas nie pojawiając się w umówionym terminie (to już znacznie gorzej). Ale żeby załatwiać sprawy w ten sposób.
Wystarczył by email (na drugi dzień, może dwa dni później). Wystarczył by telefon z przeprosinami za opóźnienie w dostawie przesyłki i za ewidentny bałagan panujący w oddziale firmy. Telefon od “żywej” osoby byłby właściwie super (pewnie pisałbym teraz o doskonałym poziomie obsługi w firmie).
Tymczasem otrzymałem oficjane, suche, by nie rzec “urzędowe” pismo zapewniające mnie, że “co złego” to nie firma InPost, że firma InPost zrobiła wszystko tak jak się należy. Ach, Pani specjalistka od reklamacji zapewniła mnie również, że ” z pewnością położymy nacisk w naszej obsłudze klienta …”.
Podsumowując: jestem bardzo niezadowolony z poziomu obsługi klienta w firmie InPost. Jako marketingowiec jestem również zdziwiony tym, że firma (w sumie dość młoda) zachowuje się jak moloch z poprzedniej epoki. Droga firmo InPost: na taki poziom obsługi klienta to nawet Poczta Polska nie może sobie już dziś pozwolić! Mamy XXI wiek.
Nie muszę chyba wspominać, że z usług firmy InPost korzystać nie będę. Czytelnik postąpi według własnego uznania.
Tak jak napisałem na samym początku: obsługa klienta to też marketing. Fimy, które tego nie rozumieją lub zaniedbują sprawę nie mają przyszłości na rynku.
Sukces rynkowy odniosą jedynie firmy szybko reagujące na sygnały dochodzące od klientów. Firmy w których obsługą klienta zajmują się “żywi” ludzie, a nie “urzędnicy” z poprzedniej epoki.
Tags: InPost·obsługa klienta·Poczta Polska
Styczeń 29th, 2013 · Marketing
Czy traktujesz klientów jak partnerów?
Jeśli nie to twoja przyszłość może rysować się w niezbyt jasnych kolorach.
Słyszę, że jeden z większych banków (Getin) postanowił zmienić swoje podejście do biznesu. Jak to sami określili w notce PR postanowli postawić na marketing relacji … w związku z tym zmieniają logo firmowe.

Pozwólcie, że będę nieco sceptyczny co do całego przedsięwzięcia. Pozwólcie, że będę nawet nieco cyniczny i stwierdzę, że ta strategia może ich drogo kosztować. Dlaczego?
Ponieważ są duże szanse, że nie mają pojęcia o czym mówią. Są duże szanse, że managerowie wyższego szczebla podłapali jakiś “buzzword” i postanowili wokół tego zbudować nowy wizerunek firmy. Powtórzę — wizerunek, co nie znaczy, że mają zamiar zmienić standardy obsługi. Dlatego właśnie zabierają się do całego przedsięwzięcia z “tyłka-strony”, czyli zaczynają od zmiany firmowego logo i zmiany wystroju oddziałów. Sami tak to właśnie przedstawiają. Oczywiście logo jest najważniejsze!
Teraz, żeby było jasne — marketing relacji to doskonała strategia, którą może zastosować każda firma, Należało by jednakże rozpocząć od realnej zmiany w poziomie obsługi, w sposobie podejścia do klienta. Nie twierdzę, że rzeczonemu bankowi się nie uda, ale jest spore prawdopodobieństwo tego, że tak właśnie będzie.
Problem pojawia się na etapie rozdźwięku pomiędzy komunikacja marketingową, a rzeczywistością. I jest to problem bardzo poważny, acz nie doceniany przez większość firm, zwłaszcza na poziomie ichniejszych zarządów. Problem jest o tyle znaczący, że o ile z całą pewnością dobrze zorganizowana i kosztowna (!) kampania reklamowa przyniesie zamirzone efekty w pierwszej fazie wdrożenia projektu o tyle może się okazać, że bank ów wcale tak bardzo nie ceni owych relacji z klientami (a który bank obecnie ceni sobie relacje z klientami; ja takiego nie znam). Może się okazać, że rozdźwięk pomiędzy przekazem reklamowym, a rzeczywistością będzie na tyle duży, że klienci tak szybko jak do owego banku dołączyli tak szybko zaczną z niego uciekać. Mówimy tu o perspektywie 3–5 lat.
Czy nie zdarzyło się wam dzwonić do banku, tylko po to by czekać na lini i być odsyłanym od jednego przekierowania do drugiego (oczywiście dział sprzedaży jest zawsze dostępny). Czy nie zdażyło się wam dostać emaila z zapewnieniem jakimi to “drogimi” i “cennymi” klientami jesteście by się dowiedzieć, że wasz problem nie może być rozwiązany bo w regulaminie jest napisane tak i tak?
To są właśnie realne problemy z którymi musi się zderzyć każda firma chcąca “uprawiać marketing relacji”. Pamiętam lamentowanie pewnego managera marketingu które czytałem jakiś czas temu. Ów manager narzekał jacy to klienci są dziś nie lojalni, jak to nie opłaca się stawiać na budowanie stałej i długoterminowej współpracy (marketing relacji ?) z klientami. Nie przyszło mu najwyraźniej do głowy. Że to najczęściej firmy mają problem z byciem lojalnym wobec klientów, że zazwyczaj nadużywają narzędzi komunikacji marketingowej w celu osiągnięcia krótkoterminowego zysku kosztem długoterminowej współpracy z klientmi i długoterminowego sukcesu rynkowego firmy.
Wszak każdy rozpoczynający swoją karierę marketingowiec wiedzieć powinien, że dużo łatwiej (kilkakrotnie łatwiej) sprzedać coś obecnemu klientowi firmy niż potencjalnemu klientowi; że pozyskanie klienta sporo kosztuje i że łatwo delikwenta stracić, jeśli poczuje się on zawiedziony.
A zawiedziony być może w przypadku wspomnianego banku. Nie będzie to do końca wina samego banku. Tak branża. Coraz bardziej bezosobowa, nastawiona na krótkoterminowy zysk, gdzie liczy się sprzedaż tzw. produktów bankowych, a nie relacje z klientami. Oczywiście dobre relacje z klientami pozwalają na większą sprzedaż tychże produktów, ale z definicji trudno dziś o dobre relacje na lini klient — bank.
Mówiąc o relacjach nie mam tu na myśli jak łatwo jest, czy też będzie dla klienta owego banku zaciągnąć kredyt, czy też otrzymać kartę kredytową. W momencie sprzedaży tego czy innego produktu doradca klienta (sprzedawca) zawsze będzie niezmiernie uprzejmy. Co nie znaczy, że cokolwiek od niego zależy. Bo w bankowości wszystko dziś zależy od komputerów od wykresów w Excelu. I w tym momencie trudno mówić o relacjach, bo relacje z definicji nawiązywane są pomiędzy dwoma osobami. Kiedyś (20 lub może 30 lat temu) dajmy na to mogliśmy mieć relację z menagerem oddziału naszego banku (ale i wtedy relacji z bankiem samym w sobie możliwe nie były). Dziś nawiązanie takowych relacji jest raczej nie możliwe.
Jaki z tego morał?
Morał z tego taki, że jak się chce budować marketing relacji to trzeba rozpocząć od poziomu obsługi, a nie od zmiany logo i wystroju oddziałów. I nie od kosztownej kampani reklamowej za którą zapłacą właśnie ci “relacjonowani” potencjalni klienci.
Prawda to odnosi się do każdej firmy i każdej branży, nie tylko do banków.
Można budowąć firmę i jej sukces rynkowy na budowaniu partnerskich relacji z klientami (nie wiem czy zasadna jest tu mowa o marketingu relacji). Można bo to najbardziej efektywna metoda budowania biznesu i zysków w długim okresie.
A co wy sądzicie na ten temat? Czy myślicie, że Getin bank da radę i odniesie sukces (w perspektywie 3–5 lat)?
Tags: bank·Getin·klient·lojalność·marketing relacji
Pisać nie pisać — oto jest pytanie! Staststyki są po stronie tych firm, które piszą, blogują. Według HubSpot (firmy zajmującej się inbound marketingiem) firmy, które blogują 15 lub więcej razy miesięcznie osiągają 5 krotnie więszy ruch na stronie firmowej w porównaniu do tych firm, które nie blogują wcale. To dość ambitne tempo (!); ale już nawet te firmy, które blogują tylko 1–2 razy na miesiąc potrafią przyciągnąć 70 proc. więcej leadów (potencjalnych klientów) do swojej oferty.

Liczby przemówiły. Odpowiedź brzmi: blogować.
Blogować, ale z głową! Wiele firm niestety marnuje potencjał firmowego bloga pisząc jedynie sporadycznie i to na tematy, które nie koniecznie interesują potencjalnych klientów. Blog firmowy to jedno z podstawowych narzędzi jakie firma, nie ważne czy duża, czy mała, może dziś wykorzystać w celu przyciągnięcia do swojej oferty klientów.
Aby blog firmowy rzeczywiście spełniał pokładane w nim nadzieje należało by się kierować pewnymi sprawdzonymi praktykami w tej kwestii:
1. Pisz o tym co może zainteresować klientów twojej firmy. Pamiętaj, że ci którzy trafią na bloga firmowego twojej firmy najczęściej poszukują odpowiedzi na pewne pytanie które ich nurtują.
2. Pisz w szerszym, branżowym kontekście. Nie koncentruj się jedynie na swojej firmie. W ten sposób dajesz sobie szansę na to, że twoje wpisy pojawią się w wynikach wyszukiwania, gdy ludzie będą poszukiwać rozwiązania problemu, którym zajmuje się twoja firma. Jeśli skupisz się jedynie na twojej firmie, twoje wpisy na blogu pojawią się w wynikach wyszukiwania jedynie wtedy, gdy ludzie będą szukać konkretnie twojej firmy.
3. Pisz normalnym, codzinnym językiem. Jeśli to możliwe pisz lekkim, “ludzkim” językiem jakbyś rozmawiał z przyjacielem, czy też może z babcią :) Staraj się nie używać branżowego żargonu (ten może podnieść twój prestiż w branży, ale nie przokona potencjalnych klientó do oferty twojej firmy). Ludzie muszą rozumieć o czym piszesz.
4. Przygotuj się do opublikowania postu na firmowym blogu. Zrób przynajmniej pobieżne badania tematu o którym chcesz pisać (jeśli nie masz czasu to 15 min. w Google może naświetlić sprawę). Staraj się zaprezentować liczby, wyniki badań na temat tego o czym piszesz. W ten sposób twoja opinia będzie bardziej wiarygodna.
5. Zajmij stanowisko w kontrowersyjnej sprawie. To jedna z fundamentalnych kwestii, która pomoże w budowaniu i konsolidacji wizerunku twojej firmy. Niektórzy uznają twoje stanowisko za “głupie”, ale w zamian zyskasz też grupę bardzo wartościwoych fanów.
6. Myśl długoterminowo. Posty na blogu firmowym mają szansę “pracować” na sukces i wizerunek twojej firmy przez długi czas ponieważ będą się pozycjonwać na wiele słów kluczowych w wyszukiwarkach internetowych.
7. Weź pod uwagę dobór słów kluczowych (SEO), gdy piszesz posty na blogu firmowym, ale nie zawracaj sobie tym aż tak bardzo uwagi. Przede wszystkim pisz dla ludzi, a nie dla wyszukiwarek. Zasady wyszukiwania się zmieniają (Google przeprowadziło kilka małych rewolucji w tym względzie tylko w zeszłym roku) natomiast ludzie mają wciąż te same problemy. Pamiętaj, że celem wyszukiwarek (Google) jest pokazanie jak najadekwatniejszych odpowiedzi na pytania jakie zadają ludzie. Jeśli tę część zrobisz dobrze Google zatroszczy się o resztę.
8. Przygotuj plan i w miarę możliwości trzymaj się jego wykonania. Załóż z góry, że posty na firmowym blogu będą pojawiać się przynajmniej raz na tydzień, czy też miesiąć (absolutne minimum).
9. Blog firmowy musi mieć swojego “projek managera”. Niech za blog firmowy odpowiada jedna osoba w firmie. W ten sposób unikniesz marazmu. Ważne jest to by w miarę możliwości w tworzenie treści na firmowym blogu zaangażowne było w miarę szerokie grono pracowników firmy. Jednocześnie ktoś musi być odpowiedzialny za całość. Sam wiesz, że bez odpowiedzialności nie ma wyników.
Jest wiele czynników, które przyczynią się do sukcesu, bądź porażki twojego bloga firmowego. Powyższe wskazówki nakreślają jedynie ramy dobrych praktych, tego co się już sprawdza w tej kwestii.
Sam musisz zdecydować, co oznaczać będzie sukces twojego firmowego bloga. Dla większości firm będzie to zwiększona liczba potencjalnych klientów, która przełoży się ewentualnie na wyniki sprzedaży. Firmowy blog ma za zadanie przyciągnąć ludzi do oferty twojej firmy (jest bardzo ważnym elementem inboud marketingu), ale też przygotować ich (edukować) do zakupu produktów czy usług twojej firmy. Poza tym, jak już wspomniałem dobrze przygotowane i napisane posty na firmowym blogu będą “procować” dla twojej firmy przez dłuższy okres czasu.
Aby blog firmowy stał się sprawną machiną “wyławiającą” potencjalnych klientów i wspireającą sprzedaż w twojej firmie należalo by również wziąść pod uwagę szereg innych czynników takich chociażby jak wybór platformy na której blog firmowy będzie publikowany; jak optymalizacja bloga pod względem zbierania danych kontaktowych od potencjalnych klientów oraz kilka innych czynników o których napiszę w kolejnych postach.
W tej chwili warto zapamiętać jedynie to, że blog fimowy jest dziś ważnym narzędziem wspierania sprzedaży i budowania sukcesu rynkowego firmy. Dlatego warto już dziś wdrożyć efektywną strategię związaną z publikacją treści na blogu w twojej firmie.
Zachęcam was do podzielania się swoimi opiniami na temat efektywności firmowego bloga w waszej firmie jak również na temat tego co się sprawdza, a co nie.
Tags: blog firmowy·inbound marketing
Inbound marketing to całkiem nowy rozdział w podejściu do marketingu, które skupia w jednym miejscu wiele narzędzi wykorzystywanych w marketingu internetowym. Pojęcie inbound marketingu zostało spopularyzowane przez amerykańską firmę HubSpot, która niejako zawłaszczyła sobie ów termin. Hub Spot buduje wokół tego pojęcia całą filozofię działań marketingowych, które skutecznie przyciągają klientów do oferty firmy. Działania te wyraźnie wpływają również na wyniki sprzedaży, a tym samym wynik finansowy (coś co zapewne strasznie zainteresuje każdego właściciela firmy, dyrektora handlowego, czy też prezesa zarządu).

Inbound Marketing to nie jest kolejną sprytna fraza, która ma usprawiedliwić wydatki na określone narzędzie marketingowe (jak to ostatnio bywa z wszelkiego rodzaju promocjami na Facebooku). Inbound marketing to zestaw działań, które może wykorzystać nie tylko dział marketingu. Aby przyniósł on najlepsze efekty potrzebuje zaangażowania na najwyższych szczeblach firmy, bo ma bezpośrednie przełożenie na sukces rynkowy firmy. Inbound marketing wymaga dużo pracy (nie ma tu żadnej “magii)” i odpowiednich nakładów. Inboud marketing wymaga podejścia strategicznego w myśleniu firmy, wymaga zintegrowanego podejścia do dziłań marketingowych w firmie (wymaga przemyślenia i zaplanowania kolejnych kroków i działań).
W branży przeważa opinia co do tego, że inbound marketing nie jest niczym nowym, że stosowane taktyki i zestaw narzędzi wykorzystywanych w inbound marketingu jest w użyciu już od lat. Taką opinię wyraża m.in. Katarzyna Szulik na stronach portalu branżowego marketing-news.pl, która pisze o tym że inbound marketing to raczej ewolucja, niż rewolucja. Trudno się z tą opinia nie zgodzić, należało by jednak podkreślić wagę kroku ewolucyjnego jakim jest inbound marketing. Istnieje ku temu kilka ważnych powodów.
Aby je dostrzec należy jednak na inbound marketing spojrzeć z perspektywy strategicznej, z perspekwywy celów jakimi kieruje się firma (zwiększenie sprzedaży i zyskowności) oraz z perspektywy tego w jakim kierunku ewolułuje komunikacja międzyludzka, jak wpływają na nas nowoczesne narzędzia komunikacji (w tym przede wszystkim Internet) i łatwość dostępu do źródeł informacji.
Przypomnieć możemy tylko, że tradycyjne środki przekazu komunikatu marketingowego (reklamy) stają się coraz bardziej nie skuteczne w dotarciu do potencjalnego klienta. Przeciętny człowiek jest dziś zewsząd bombardowany reklamami i różnego rodzaju promocjami (również w Internecie). W branży znany jest fakt tego, że reklama telewizyjna odnosi coraz mniejszą skuteczność ponieważ wdzowie telewizji albo przełączają się na inny kanał, albo wychodzą do kuchni by zrobić sobie kawę … na pół godziny. Pradoksalnie wygląda na to, że popularność reklam telewizyjnych wśród firm bije wszelkie rekordy. Firmy prześcigają się w kreowaniu “kreatywnych” reklam mających służyć kreowaniu wizerunku firmy (brndingowi). Oczywiście na reklamę w telewizji stać jedynie duże firmy. Mniejsze firmy są skazane na tańsze formy reklamy.
Natomiast sprytne firmy, czy to duże czy też małe powoli zauważają nieuchronny trend i zaczynają dostosowywać się do zmieniającej się rzeczywistości. Coraz odważniej angażują sie w reklamę i wszelkie formy promocji w internecie. Tu jednak pojawia się problem, bo nie wystarczy li tylko uruchomić taką czy też inną formę promocji w internecie (najczęściej mowa o kampani SEO). Prawda jest taka, że internet rządzi się swoimi prawami i walka o “pięć sekund” uwagi potencjalnego klienta jest tu nawet trudniejsza niż w tradycyjnych środkach przekazu. Przeglądając strony, czy też wyniki wyszukiwania w internecie potencjalny klient może nam czasami poświęcić dosłownie ułamek sekundy. Najczęściej zresztą najzwyczajniej w świecie nie jest zainteresowany reklamami, czy też jakimiś promocjami na FB.
Dlatego tak ważne jest dostosowanie się do warunków w jakich przyszło nam działać, do środowiska internetowego, gdzie to odbiorca informacji decyduje “gdzie, kiedy i jak długo” poświęci nam uwagę.
W tym miejscu filozofia prezentowana przez inbound marketing doskonale wpisuje się w “świat internetu”, w świat w którym rządzi klient.
Inbound marketing to wszelkie działania marketingowe mające na celu przyciągnięcie potencjalnych klientów do oferty firmy w momencie kiedy akurat poszukują oni rozwiązania, które oferuje dana firma. Działania pod parasolem inbound marketingu mają sprawić, że potencjalny klient sam znajdzie naszą ofertę wtedy kiedy będzie miał określony problem, wtedy kiedy będzie szukał odpowiedzi na pytania, które go akurat nurtują.
Działania w ramach inbound marketingu opierają się na kilku filarach takich jak:
- tworzenie i publikacja wartościowych treści (ang. content marketing);
- SEO, czyli optymalizacjia wyników wyszukiwania w internecie;
- oraz nawiązania dialogu z grupą docelową poprzez wykorzystanie mediów społecznościowych.
Bez wątpienia najważniejszym elementem całej ukaładanki jest tworzenie i publikacja wartościwych treści (ang. content creation). Te treści to posty na blogach, ebooki, raporty branżowe, ale i publikacja treści video, czy też audio (podcasty). Zadaniem publikowanych materiałów jest zaoferowanie wartościwych porad i odpowiedzi związanych z produktami i usługami jakie oferuje firma.
Wszelkie działania pod parasolem SEO mają na celu spopularyzowanie publikowanych przez firmę treści. W końcu potencjalni klienci muszą w jakiś sposób znaleźć ofertę firmy. W skład działań SEO wchodzi wyszukiwanie ważnych słów kluczowych już na etapie tworzenia treści do publikacji w taki sposób by włączyć się w “dialog” w sieci. W kontekście inbound marketingu działania SEO nabierają jednak innego wymiaru stając się wartościowym narzędziem tworzenia długofalowego sukcesu rynkowego firmy. Firmy zajmujące się na codzień usługami SEO widzą w inbound marketingu kolejną odsłonę działań SEO. Nic bardziej mylnego! Ten element inbound marketingu jest bardzo ważny, ale jest jedynie małą częścią całej układnki.
Kolejny element inbound marketingu to nawiązanie aktywnego dialogu z grupą docelową, z potencjalnymi klientami za pośrednictwem mediów społecznościowych. Tu najwyraźniej widać jak zmieniły się “zasady gry”. W mediach społecznościowych firmy nie mają żadnego prawie wpływu na to w jaki sposób jest przedstawiana ich marka, czy też świadczone usługi (co się o nich mówi). Dlatego też tak ważne staje się włączenie się w dialog, w rozmowę i aktywne reagowanie na wszelkie sytuacje kryzysowe.
Trudno w tej chwili wchodzić w szczegóły i opisywać poszczególne elementy inboud marketingu (zostaną one omówione w późniejszych postach). Dość powiedzieć, że filozofia inboud marketingu doskonale wpisuje się w prezentowaną na tym blogu zasadę zintegrowanych działań marketingowych, gdzie poszczególne elementy, poszczególne taktyki wzajemnie na siebie wpływają i wzmacniają efektywność pozostałych. Dlatego właśnie patrzenie na zagadnienie inboud marketingu jako na coś co już właściwie się robi w wielu firmach, czy też może jako na nowe wcielenie praktyk SEO jest błędne.
Należało by w tej chwili jedynie podkreślić wagę “ewolucji” w rozwoju i integracji technik marketingowych jakim jest inbound marketing. Pozwala on spojrzeć na marketing w firmie w strategiczny sposób. Z tej perspektywy inboud marketing staje się nie tylko kluczowym, ale i krytycznym elementem sukcesu rynkowego firmy w nadchodzących (zmieniających się) latach.
Działania pod parasolem inboud marketingu prowadzone są głównie w internecie. Daje to możliwość mierzenia i testowania efektów podejmowanych działań (jakże ważne z punktu widzenia właściciela, czy prezesa firmy) za pomocą wszelkiego rodzaju narzędzi analitycznych (najczęściej ściśle zintegrowanych z działaniami inboud marketingu). Z inboud marketingiem doskonale integrują się też działania w ramach automatyzacji marketingu o których pisałem nie tak dawno na tym blogu. Dlatego właśnie uważam, że warto na te wszystkie narządzia spojrzeć w sposób strategiczny. Jak już wspomniałem, gdy wszystkie te działania zostaną zintegrowane w firmie wtedy ich efekt będzie zwielokrotniony.
Wiele z działań w ramach inboud marketingu ma szanse na to by oddziaływać na wyniki odnoszone przez firmę przez długi okres czasu. Większość materiałów stworzonych i opublikowanych w ramach content marketingu będzie procentowało przez lata. Jednocześnie działania w ramach automatyzacji marketingu pozwalają sprawniej przeprowadzić potencjalnego klienta przez lejek sprzedażowy. Ocenia się, że pozyskanie potencjalnego klienta jest o 62 proc. tańsze w ramach inboud marketingu. Jenocześnie procent konwersji leadów (prospektów) przez dział sprzedaży znacznie wzrasta ponieważ są oni lepiej przygotowani (wyedukowani) do podjęcia decyzji o zakupie. Dla większości firm decyzja o zaangażowaniu się w inboud marketing, czy w automatyzacje marketingu będzie jedną z najlepszych decyzji jakie zostały podjęte w ich histori. Krzywa wzrostu sprzedaży jak i zysków może pójść dramatycznie do góry. Jak zwykle wybór należy do Was.
Tags: content marketing·inbound marketing·klient·SEO·social media